Fotografia kołem się toczy

Od próby komunikacji, jaką były prehistoryczne fototapety, przez możliwość dokładnego i rzeczywistego utrwalania i powielania obrazu świata, unowocześnienie fotografii i wprowadzenie jej pod strzechy, aż do… fotocyborga! Historia robienia zdjęć jest zaskakująca, nieprzewidywalna, trochę szalona. Ale nic dziwnego, przecież sztuka rysowania światłem to domena szaleńców. Uzdolnionych, kreatywnych, niezwykłych i wrażliwych, ale… przede wszystkim szaleńców, którzy postanowili wyprzedzić historię jak Daguerre, ominąć konwenanse, jak chociażby skandalizujący fotograf – Helmut Newton, czy wyprzedzić – jak Fotocyborg – czas.

 

A wszystko zaczęło się od próby nawiązania komunikacji, prehistorycznego ostrzeżenia, przekazania informacji. Potem – był starogrecki przypadek, zbieg okoliczności, kiedy to kilka czynników spotkało się w jednym czasie i (przypadkowo) natknęło na jedną z najważniejszych postaci filozofii – Arystotelesa.

Być może, to ten filozoficzny aspekt – tajemniczy, magiczny, nieznany – zachwycił Leonardo da Vinci, który zaczął prace nad niezwykłym wynalazkiem – pudełkiem z dziurką, które potrafiło zakrzywiać i (na swój prymitywny sposób) ujarzmiać światło. Potem był wyścig fotograficznych zbrojeń i przełom Daguerre’a. Świat pokochał pstrykanie, a raczej – jego efekty. Bo do tego, żeby każdy John czy Kowalski mógł sam robić zdjęcia i łapać przy ich pomoce ważne twarze czy kluczowe emocje, potrzebny był mistrz reklamy, twórca „takiej tam” marki aparatów, która stała się synonimem fotografii w ogóle.

Upowszechnienie fotografii sprawiło, że mistrzem obiektywu może być każdy. Każdy też – może się realizować w swojej pasji, kultywując marzenie starożytnych o łapaniu duszy, czasu, emocji, aż – finalnie – ujarzmianiu światła. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Niezależnie od jakości efektów – najważniejsze jest to, że fotografia wraca pod strzechy. Nie! Nie wchodzi, ale wraca. Bo przecież kilkanaście tysięcy lat temu, na ścianach jaskiń całego świata, pojawiały się w tym samym czasie, bardzo podobne malunki – swoiste, prehistoryczne fototapety pełniące funkcję podstawowej komunikacji, oznaczenia terenu, a może – ozdoby urozmaicającej szarość skał. Ta sama chęć oznaczenia terenu, poinformowania o jego charakterze i przynależności, i – rzecz jasna – urozmaicenia widoczna jest na współczesnych ścianach, współczesnych salonów, pokojów dziecięcych, kuchni i sypialni, które szczodrze oklejają nowoczesne fototapety. „Prawie” takie same, jak tapety w prehistorycznych jaskiniach. Tyle tylko, że coraz bardziej w 3d.

O tym, jak rozwinie się fotografia – mówić mogą jedynie futuryści. Ale biorąc pod uwagę fakt, że cyklicznie trafia pod strzechy – czy to jaskiń, czy to domów – spodziewać się można, że znowu będzie ozdabiać jakieś ściany. Ot, choćby te na Facebooku, nazywane z angielskiego „Wallami”.

Add a Comment Trackback

Add a Comment