Bondem być

Kiedy firma Kodak wprowadzała na rynek swoją pierwszą cyfrową lustrzankę – prawie nikt nie przypuszczał, że rozwój technologiczny spowoduje tak szerokie upowszechnienie cyfrowych aparatów fotograficznych. Tym bardziej nie można było się spodziewać, że to samo przyczyni się do… powolnej śmierci lustrzanek w ogóle!

Jakość stosowanych współcześnie wyświetlaczy opartych o ciekłe kryształy lub diody elektroluminescencyjne, jest tak wysoka, że – w połączeniu z wysoką wydajnością procesorów – eliminuje po prostu potrzebę stosowania czysto mechanicznych rozwiązań. A lustro w lustrzance wciąż do takich właśnie należy.

Te same powody sprawiają, że możliwa jest coraz większa miniaturyzacja aparatów. Jeszcze nie tak dawno fotograf projektujący modne fototapety ze zdjęcia, musiał dysponować odpowiednim sprzętem do zrealizowania sesji zdjęciowej: począwszy od atelier, poprzez specjalne oświetlenie, na profesjonalnej lustrzance skończywszy. Dziś to samo można osiągnąć przy pomocy… dobrego telefonu komórkowego!

Rozdzielczość 8 czy 12 megapikseli i obiektyw marki Carl Zeiss – nie jest w nowoczesnych „komórkach” niczym niezwykłym. Współczesny fotograf ma w zasięgu ręki tak bogaty zestaw narzędzi, o jakim jego dziadek – a nawet ojciec – nie mogli jeszcze nawet marzyć.

Zalety postępującego rozwoju elektroniki i informatyki można dziś wykorzystać jednak nie tylko w profesjonalnej fotografii, ale także w zupełnie innych dziedzinach. Miniaturyzacja powoduje, że aparaty fotograficzne wbudowywane są w telefony komórkowe, zegarki, długopisy, a nawet zwyczajne okulary! Zostać Jamesem Bondem jest dziś naprawdę łatwo. To, czy ktoś ma predyspozycje wystarczające do uprawiania zawodu Szpiega Jego Królewskiej Mości – to już sprawa mniej istotna.

Współczesne aparaty fotograficzne to coś więcej, niż tylko narzędzia, dzięki którym można wykonać artystyczny akt, pełen emocjonalnego napięcia portret, czy fototapety do salonu… To także coś więcej, niż podstawowe narzędzia szpiegów, tajnych agentów i prywatnych detektywów.

Dzięki osiągnięciom, których historia sięga co najmniej czasów starożytnej Grecji – możliwe jest dziś leczenie nieuleczalnych niegdyś chorób, ratowanie ludzkiego życia i poznawanie wszechświata. Ani Arystoteles, ani Daguerre, ani nawet współczesny nam George Eastman – nie byli prawdopodobnie w stanie wyobrazić sobie, jak wspaniałe możliwości otworzy przed ludzkością umiejętność okiełznania światła… Chyba tylko jeden Leonardo da Vinci mógł o tym marzyć. Ale to przecież on ponad pięć wieków temu wymyślił rzeczy, których wciąż jeszcze nie potrafimy zrozumieć

Add a Comment Trackback

Add a Comment